Ponad 51 proc. dzieci rodzi się w Polsce w rodzinach mających bardzo niski dochód. Polskie dzieci są najbardziej w Unii Europejskiej narażone na ubóstwo. Rząd, zamrażając kryteria dochodowe i likwidując Rezerwę Solidarności, zwiększy ubóstwo rodzin.
Pomimo tego, że nie jestem czytelnikiem „Faktu”, to muszę przyznać, że informacja jaka się w nim ukazała w wydaniu z 17 listopada zainteresowała mnie, a jestem święcie przekonany, że także wielu Polaków, powodując niebezpieczne podniesienie się u niejednego z nich ciśnienia tętniczego. Otóż okazuje się, że w ciągu dwóch lat funkcjonowania koalicyjnego rządu Donalda Tuska do kieszeni ministerialnych urzędników trafiły – bagatela – 122 miliony złotych. I to w sytuacji, gdy panie i panowie ministrowie starają się oszczędzać jak mogą na zwykłych obywatelach naszego kraju, odwołując się do takiej konieczności ze względu na dotykające także naszą rzeczywistość skutki kryzysu. Jak się jednak okazuje kryzys dalekim kołem obchodzi siedziby ministerstw i urzędów. Największym hipokrytą w gabinecie Tuska okazuje się, że jest minister finansów, niejaki Jacek Vincent Rostowski – publicznie deklarujący daleko idącą dyscyplinę finansów publicznych – w rzeczywistości przeznaczający na premie dla swoich urzędników jedną trzecią z tej gigantycznej kwoty (42,7 mln zł.).
Oznacza, że każdy statystyczny urzędnik w tym resorcie w ciągu dwóch lat dostał dodatkowo średnio po 18 tys. zł.
O swoich podwładnych nie zapomnieli także szefowie innych resortów wywodzący się z Polskiego Stronnictwa Ludowego – Pawlak, Fedak czy Sawicki. Ten pierwszy pomimo tego, że rozdysponował globalnie mniejszą kwotę aniżeli jego kolega z Ministerstwa Finansów, to z racji iż w jego Resorcie (Gospodarki) jest zatrudnionych mniej urzędników, okazał się najhojniejszym szefem. Każdy pracujący w tym ministerstwie zgarnął w ciągu 24 miesięcy extra premie na sumę 25,7 tys. zł.
Wszyscy widzą, że po dwóch latach rządów obecnej koalicji, nie może ona pochwalić się żadnymi osiągnięciami i sukcesami. Społeczeństwo wiesza na rządzie Donalda przysłowiowe psy, nikt gabinetu Tuska nie chwali, z obietnic przedwyborczych wyszły nici. W takiej sytuacji należy chwalić samych siebie i swoje mniej niż iluzoryczne „sukcesy” podkreślać odpowiednio wysokimi premiami. Jak to zresztą celnie ujęła to rzeczniczka Resortu Rolnictwa tłumacząc, że premie należą się pracownikom „
za szczególne osiągnięcia w pracy zawodowej”.
Pozwolę sobie na koniec całą tą sytuacje podsumować opisem zdarzenia jak najbardziej realnego. Dyrekcja jednego z zespołów szkół z województwa podkarpackiego od lat realizuje wymianę ze swoimi odpowiednikami z Węgier i Słowacji. W tym roku w Ministerstwie Edukacji Narodowej złożyła kompetentnie przygotowany projekt o dofinansowanie wymiany edukacyjnej pomiędzy uczniami lokalnej szkoły i ich kolegami z zagranicy. Chodziło o kwotę kilku tysięcy złotych. Projekt został odrzucony - gdyż jak tłumaczyło Ministerstwo – dotykający nasz kraj kryzys wymusza stosowne oszczędności, także w tym zakresie.